I znowu na wariata

No nawet nie wiem od czego zacząć, tyle się wydarzyło. Nie pamiętam ile razy byliśmy u lekarza od ostatniego wpisu z Kasią, lub Sol lub obydwiema, w każdym bądź razie obie skończyły na antybiotykach i w końcu wszystko jest ok. Było też trochę zamieszania ze szczepionkami Kasi, ale to chyba w osobnym wpisie na spokojnie.

Ja się dorobiłam zapalenia zatok i od środy jestem też na antybiotyku. Dalej kaszlę i smarkam jak opętana, ale przestało boleć więc jest postęp. Dzisiaj meldowałam się lekarzowi przez komórkę i wygląda na to, że idzie ku dobremu wszystko. Zobaczymy po weekendzie… Jutro za to idę do internisty, sprawdzić co z moją wątrobą, wagą niską, etc i też zobaczymy co mi powie.

W pracy zamieszania od liku, bo osoba, na której stanowisko wskoczę ja, dzisiaj miała oficjalne pożegnanie, ale nie wiadomo kiedy sobie na emeryturę w końcu odejdzie, bo jakieś zawiłości administracyjne wynikły. Ja równocześnie próbuję załatwiać certyfikat dla szkoły byśmy ogli organizować egzaminy z angielskiego TOEFL Junior i TOEFL ibt, czyli internetowy, taki jak ja zdawałam w Polsce tuż przed wylotem do Meksyku. Na razie musiałam przekonać właściciela szkoły do zainwestowania ok 8 tyśięcy złotych w naszą salę komputerową, żeby w ogóle moc cały proces rozpocząć. Mam już zielone światło. Równocześnie organizowałm wyjazd naszych uczniów na Targi Książki w Guadalajarze i wizyty przy okazji na uniwersytetach tamtejszych, i parę innych rzeczy więc trochę byłam/jestem zakręcona.

Dzisiaj jestem sama z dziewczynkami, bo Luis pojechał z uczniami na „obóz żółwiowy” i wrócą jutro pod wieczór. Śpią w namiotach na plaży, w nocy jeżdżą na patrole sprawdzać czy jajek świeżo złożonych nie ma, i w dzień wypływają łódką na morze i szukają dużych żółwi. Za 2 tygodnie też sama zostanę, bo Luis pojedzie na Targi Książki. „Zemszczę” się 10dniwym wyjazdem do Kanady z uczniami w czerwcu. Już się boję i nie śpię po nocach jak o tym myślę, ale Kasia już będzie starsza więc powinno być łatwiej…

A jeszcze po drodze zostaliśmy z Luisem oboje bez telefonów na tydzień, ale to też już zażegnane…

Jutro przyjdzie tata, żeby zabrać Sol na parę godzin, bo z dwoma to bym dużo nie załatwiła u lekarza…

No to wszystko w takim duuuużym skrócie 🙂

I tradycyjnie zdjęcia (po kliknięciu pojawi się opis):

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s