Dziecko u dentysty i nie tylko

No i stało się. Sol zaliczyła pierwszą w swoim życiu wizytę u dentysty. Jak wczoraj pisałam, obaw było mnóstwo i przygotowania trwały pełną parą.

Zaczęło się od tego, że wyczaiłam Sol coś, co mi się wydawało dziurką. Już jakiś spory czas temu. Na początku jeszcze miałam złudną nadzieję, że była to czekolada źle umyta, ale szybko zorientowałam się, że sprawa była poważna. Jednakże Sol była jeszcze za mała na jakąkolwiek współpracę na polu stomatologicznym, a potem przechodziła przez okres buntu wobec służb medycznych w ogóle. Stetoskopu do ręki nawet nie dawała sobie przyłożyć, a gardło oglądano jej prawie na siłę. Szczęście w nieszczęściu, Sol nam przez ostatni rok prawie w ogóle nie chorowała, a jak już to nie dłużej niż dzień. Naprawdę…

Zęby Sol jednak zaczęły mi się ostatnio jeszcze mniej podobać, osad był  jak na mój gust za duży jak na dziecko w tym wieku, a potem odkryłam kolejną dziurkę za dwójką z tyłu. I to już było ciutkę za dużo. Zaczęłam czytać i szybko przekonałam się, że opcja „poczekaj, aż wypadną, to przecież tylko mleczaki” nie wchodzi w rachubę i że trzeba działać szybko, zanim zepsute zęby zabolą. U Luisa w szkole akurat dziecięca dentystka hobbistycznie daje z czegoś tam lekcje i kazałam młodą zapisać do niej do gabinetu.

Luis zadanie wykonał i poinformował mnie gdzie, kiedy i o której godzinie. W Sobotę, w „Plaza Marina” o 11:30. Plaza Marina to takie nie pierwszej młodości Centrum handlowe o strukturze labiryntowej i ciężko tam coś odnaleźć, gdy się nie wie gdzie trzeba dokładnie iść. Noc z piątku na sobotę, była akurat z tych do duszy, Kasi ostatnie dwa zęby wychodzą i przeżywa to po swojemu, czyli dramatycznie, i ja rano jak zezwłok się czułam. Luis stanął na wysokości zadania, wziął dziewczynki i pojechał na dwugodzinne zakupy a ja miałam spać. Jak wrócił, Kasia zasnęła, no bo w końcu też była zmęczona, a ja pojechałam z Sol do dentystki i wiedziałam, że będę na styk. Luis uprzedził, że dokładnego adresu nie zna, więc mam szukać.

Po drodze dokonywałam ewolucji pedagogicznych opisując wszelkie możliwe atrakcje w gabinecie dentystycznym, z krzesłem co jeździ „w górę i w dół włącznie. Skłamałam, że jedziemy na pokaz, jak pani dentystka pracuje i licząc na cud dodałam, że podarują jej nową szczoteczkę i że innego dnia pojedziemy zobaczyć jak pracują strażacy. Sol nie wyglądała na przekonaną, ale kości zostały rzucone.

Zajechałyśmy na parking o 11:27 i kurcgalopkiem, z Sol na rękach, klnąc w duszy pognałam szukać dentysty. Jak po raz 3ci przebiegałam z moją trzynasto kilogramowa córką przed tymi samymi lokalami, zaczęłam się mocno wkurzać. Zaliczyłyśmy 2 gabinety dentystyczne i jeden lokal ze zdjęciami rentgenowskimi jamy ustnej, gdzie pytałyśmy o ich konkurencję i nikt nic nie wiedział. W tym czasie Sol wyczaiła fryzjera, u którego Kasia wyprawiała już dwa razy dantejskie sceny i koniecznie chciała tu i teraz obciąć sobie włosy i udowodnić, że o na jest duża i nie będzie płakać tak jak Kasia. W przypływie desperacji obiecałam jej w nagrodę, że po dentyście pójdziemy do fryzjera. W końcu przystanęłam, wyciągnęłam telefon i wpisałam nazwę gabinetu do wyszukiwarki licząc na jakiś telefon, pod którym mogliby mnie oświecić gdzie biec. Oprócz telefonu pojawił sie też adres i coś mnie tknęło. Spokojnie, zadzwoniłam do Luisa, żeby sprawdził, bo wydaje mi się, że jesteśmy w złym miejscu… Nie czekając na odpowiedź, bo ja już byłam pewna, pognałam do auta. I rzeczywiście. Po chwili przyszedł whatsapp, „sorry…, to La Marina, a nie Plaza Marina”. La Marina, czyli port dla jachtów, był na szczęście niedaleko… U dentystki pojawiłyśmy się o 11:50, ale recepcjonistka zaczęła nam zadawać za dużo pytań. Kto zamówił wizytę, u kogo, na jakie imię, na jaką godzine… W końcu okazało się, że wizyta była umówiona, ale na 10:30… No comments, szkoda słów. Potulnie przełożyłam całą imprezę na wtorek o 16:30. W tym czasie Sol obczaiła wystawę ze szczoteczkami i wybrała tą swoją. Przekonałam, że szczoteczek nie darowują, bez otworzenia paszczęki i powiedziałam, że na następny raz dostanie swoją szczoteczkę. Poszłyśmy do auta, ale Sol po drodze zaczęła egzekwować fryzjera. Zadzwoniłam więc do Luisa, poinformowałam o wszystkim, starając się nie powiedzieć to, co mi się na usta cisnęło, i pojechałyśmy z powrotem do Plaza Marina.

Sol chciała się obciąć dużo, dużo, ale u nas idą upały więc najwygodniej unikać grzywki przylepiającej się do czoła i włosy ziązywać, więc na obcięciu końcówek i uczesaniu się skończyło. Sol dostała we włosy dwa białe pseudo komunijne kwiatki i mogła sobie wybrać prezent bo nie płakała (guzik prawda, wszystkim dają). Trzeba było zobaczyć minę pani, jak poprosiła o małą ciężarówkę…

Dzisiaj była powtórka z rozrywki, ale w końcu dotarłyśmy do dentysty. Indoktrynację prowadziłam dalej i w poczekalni uczyłam jeszcze rozwierać paszczę na komendę. Pani dentystka okazała się być znawcą tematu i do sprawy podeszła profesjonalnie. Przede wszystkim na fotelu usadowiłyśmy się obie, Sol na moich kolanach, i dostałyśmy do ręki lusterko, żeby widzieć wszystko, co pani miała robić. Potem pani dentystka zacz ęła wywiad środowiskowy, a ile masz lat, a siostrzyczka, itd, dochodząc niczym Sokrates do tego co chciała. A wkońcu padło pytanie, a ile masz ząbków? A nie wiesz? A to policzymy! I Sol potulnie otworzyła buzię. Mina pani dentystki nie była za ciekawa w trakcie inspekcji i pytała się czy Sol brała jakieś lekarstwa przez czas dłuższy na drogi oddechowe. Nie. Zęby myje, więc wychodzi na to, że sprawa genetyczna, taki urok. Luisa a nie mój, bo ja kurczę, aż do ciąży zęby miałam prawie zawsze na medal. Pani wyjaśniła mi, że zęby Sol są bardzo słabe i mocno odwapnione i ma parę dziur i potrzebnych będzie kilka wizyt… Pokazała Sol, złe potworki na plakacie i powiedziała, że one zjadają jej ząbki. Po czym chwyciła za wiertło i za moją rękę. Na moim paznokciu, narysowała uśmiechniętą buźkę i to samo zrobiła na paznokciu SOl, podkreślając, że tym razem, Kasia niestety nie będzie mogła należeć do naszego klubu. A potem nałożyła mi jakąś maź znieczulającą i kazała opowiedzieć Sol, jak smakuje. Trochę się zdziwiła, jak jej powiedziała, że jak Aktron, bo to taki syrop na kaszel z ibuprofenem, ale wyjaśniłam, że Sol jest fanką. Potem nałożyła krem Sol i to była pierwsza rzecz przy jakiej zaprotestowała, mówiąc, że wcale nie smakuje jak jej ulubione lekarstwo i plując na prawo i lewo. Kryzys zażegnany, pani zaczęła delikatnie wiercić. Sol nie protestowała. Płakać zaczęła, jak pani do założenia plomby włożyła jej gazę i odsysacz do buzi. Na szczęście byliśmy już blisko końca. Potem założyła jej specjalne pomarańczowe okulary i podstawiła lampę osuszającą i zaczęła zabawę z SOl pokazując, że w okularach światło z lampy było żółte, a bez nich niebieskie.

I koniec. Tylko, albo aż tyle. Opowiedziała, że trzeba się zająć resztą ząbków, ale że z najgorszą dziurką już sobie poradziłyśmy. Zabroniła pić napoi gazowanych, cukierków gumopodobnych, gryźć lizaki, cukierki i orzeszki japońskie. Powiedziała, że z Sol, mamy podwajać troskę o zęby i kazała przyjść za tydzień. A potem kazała SOl wybrać sobie prezent z tajemniczej szuflady. Szuflada była pełna rzeczy do straszenia (gumowe jaszczurki, pająki, żaby, zęby wampirów, etc) i miała jedną dziwną rzecz z drewna. SOl oczywiście chwyciła za to, pani się zdziwiła i dodała sznurek, który był parą do rzeczy numer 1. I dodała przepiękne zielone zęby wampira… Pożegnałyśmy się, poszłyśmy zapłacić i oczywiście musiałam kupić obiecaną szczoteczkę, która kosztowała mnie dwa razy tyle co w sklepie, ale nic to…

Po konsultacji z tatą okazało się, że Sol wzięła sobie na prezent tzw. trompo. Tradycyjną zabawkę, typu nasz bączek, którą uruchamia się sznurkiem. Jak nauczymy się jak to działa to nakręcimy filmik. Na razie podziwiać można w tytułowym zdjęciu. Ciężarówki o d fryzjera nie chciało mi się już szukać, żeby uwiecznić dla potomności…

Za tydzień kolejny ząbek.

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s