Gdy mamy wszystkiego serdecznie dość…

Wczoraj rozmawiałam z koleżanką przez messenger i generalnie jest jej teraz źle. W pewnym momencie rzuciła mi, ja z jednym nie mogę, a nie wiem, jak ty tak z dwójką… No więc, uwaga, uwaga: ja też mam czasem wszystkiego serdecznie dość. Tak średnio raz na dwa tygodnie, albo częściej…

Dzisiaj musiałam wyjść na chwilę ze szkoły po papierek, że żadnych tutaj przestępstw nie popełniłam w ciągu ostatnich 6 miesięcy, w ramach moich starań o obywatelstwo. (Od lipca się to już ciągnie…) Dzisiaj więc to ja zostałam z autem i jak tak sobie jechałam i słuchałam RADIA (!!!), a nie kolorowych kredek, i nie czułam, że muszę non stop nawijać po polsku, żeby nadrobić kontakt moich córek z polskim językiem, przypomniałam sobie podobny moment jakieś 2 miesiące po urodzeniu Kasi. Jaka ja wtedy byłam szczęśliwa, też jadąc coś załatwić w godzinach pracy, że byłam SAMA!!!!! Czułam się wtedy taka wolna, jedno dziecko w żłobku, drugie w przedszkolu, mąż w pracy… I to wcale nie znaczy, że żadnego z wyżej wymienionych nie kocham, ale tak już mam, może dlatego, że jestem jedynaczką, że czasem muszę być sama. Ja wiem, że macierzyńskie, które kończy się po 45 dniach od urodzenia dziecka brzmi strasznie, ale na szczęście są darmowe żłobki. Zgadzam się, że to ciut za krótko, ja bym dodała jeszcze ze 3 miesiące, ale też byłam przeszczęśliwa, że wracam do pracy, do ludzi, do życia. Podziwiam mamy, które zostają w domu, ja chyba jestem szczęśliwszą i lepszą mamą, gdy wracam stęskniona do dzieci po 8 godzinach pracy.

Kiedyś już chyba wspominałam, że po urodzeniu Kasi było ciut trudniej. Kasia spać musi niewiele, do niedawna budziła się w nocy ZAWSZE, na zabawę przez jakieś dwie godziny, i w sumie do teraz potrzebuje spać ok 11 godzin na dobę. A że w  żłobku ucina sobie dwie drzemki… w domu śpi teraz od 9 do 4:30 rano z przerwami na jedzenie… w tygodniu to jeszcze jakoś to z Luisem ogarniamy, bo i tak wstajemy ok. 5:30, ale w weekend odczuwam to jako większą krzywdę. Sol dalej karmię (Kasię nie, ale to inna story), i budzi się jak ma dobrą noc, dwa razy na jedzenie/picie/ukojenie czy jak to zwal. Ostatnio stanęłam przed lustrem i stwierdziłam, że nawet jako nastolatka nie miałam tak tragicznej cery jak teraz. Brak snu robi swoje.

Manicure, pedicure robiłam sobie ostatnio… nie pamiętam. 3 lata temu? 4? 5? u fryzjera od urodzenia Kasi byłam dwa razy. Dentystę celebruję jak wyjście do spa i odpoczynek… Na plaży byłam ostatnio, tak na opalanie, w zeszłym roku na wielkanoc, bo Sol nie lubi chodzić po piasku. Nawet w butach…W przyszłym tygodniu, po raz pierwszy od listopada 2014 mam jakieś wystąpienie publiczne, które wymaga wysiłku intelektualnego i też szczerze mówiąc, nie wiem, kiedy się przygotuję.

Za Polską tęsknie. Najchętniej poleciałabym tam teraz, zaraz, od razu, zawsze, ale się nie da. Dolar w stosunku do pesos skoczył w ostatnim roku tak bardzo, że za przelot do Polski dla mnie i dziewczynek, musiałabym zapłacić 4 moje całe pensje. A Kasia jeszcze nie płaci (tylko podatek), a Sol tylko 60% biletu… Nie wiem, co będzie za parę lat. Luis, nie wiem kiedy znowu poleci… A czuję, że akurat teraz tam być powinnam, i źle mi z tym, że nie mogę.

Ale jestem bardzo szczęśliwa. Naprawdę. Przede wszystkim, dziewczynki są zdrowe. Koleżanka Sol z grupy właśnie walczy z rakiem i moim największym problemem jest jak o tym z moją córką rozmawiać i jak sobie radzić z jej tęsknotą za koleżanką. Mam znajome, które są samotnymi matkami, rozwiedzione, etc. A ja mam Luisa, który wstaje rano do Kasi i robi dużo rzeczy w domu. Pewnie, że zawsze mógłby więcej, ale nie mogę narzekać. Jesteśmy razem, Dookoła wszyscy się rozwodzą, my też przecież nie zawsze na różowo mamy, zwłaszcza jak się nie śpi, to emocje są na ostrzu, ale się trzymamy.

Mam świadomość, że szybciej niż myślę, żadna z dziewczynek nie będzie chciała bym ją wzięła na ręce, przytuliła w nocy, że nie będą do mnie przybiegać jak do ostoi na wszelkie zło. Że pewnie niedługo to ja będę zabiegać o to, żeby chciały ze mną spędzić popołudnie. Albo, że wyjadą do innego kraju i będę je widzieć raz do roku, raz na dwa lata… Tak więc dźwigam jedną lub drugą przez godzinę mimo iż kręgosłup protestuje; tak więc spędzam każdą  minutę z nimi od wyjścia z pracy do momentu, gdy obie usną i cieszę się każdą sekundą.Tak więc, jak w nocy po raz kolejny zmieniam pokój i mam ochotę, rzucić to wszystko w troki, myślę o tym, jak szybko ten czas biegnie, uśmiecham się do siebie i całuję Kasie, lub Sol i myślę, że za jakieś pół roku, góra rok, będę spała więcej 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s