Jak ten czas mija…

U nas nadal zawrót  głowy, choć na polu dzieciowym spokojnie. Nie mam już wrażenia, że nie śpię dłużej niż 15 minut, i liczba nocnych pobudek zredukowała się do jakichś sześciu, siedmiu na noc… No i Kasia, budzi się i zasypia znowu! Nie trzeba jej bawić przez dwie godziny w środku nocy, ani wozić autem po okolicach (co po ostatnich podwyżkach benzyny u nas było dość uciążliwe). Dziś wprawdzie wstała o czwartej, ale to tylko półtorej godziny przed czasem, więc do ogarnięcia ;-).

Continue reading „Jak ten czas mija…”

Wizyta Dziadków

Częstotliwość wpisów ostatnio jest wprost proporcjonalna to ilości rzeczy jakie się u nas ostatnio dzieją. Lub coś w tym stylu – przedmioty ścisłe to nie było moje pole popisu… Kasia skończyła 6 miesięcy, i 7 i dziś kończy 8, a ja tutaj nic… Sol sie rozgadała, a ja nic. No ale co jak co, ale wizyta dziadków wpis mieć musi dla potomności i już.

Continue reading „Wizyta Dziadków”

Sol u fryzjera

Delikatnie rzecz ujmując, Sol nie należy do najbardziej uczesanych dziewczynek. Generalnie na głowie nie pozwala sobie zrobić nic. Każdemu spłukiwaniu głowy towarzyszy płacz słyszany w promieniu kilometra chyba. Szczotka i grzebień to wróg, jak już kucyk zagości, bo udało się ją czymś zająć podczas czesania, to trwa na głowie w porywie do 10 sekund. Sol uczesana przychodzi tylko od czasu do czasu ze żłobka… Nie mam pojęcia jak oni to robią…

 

IMG_5970
Chwilę po ujęciu, rączki powędrowały do głowy i było po kucyckach.

Żłobek obarczam za jej niechęć do czesania. Nie ważne jakie frotki jej dam, zawsze dają jej takie ciągnące za włosy gumeczki. Sol poza tym włosy ma bardzo cienkie i koszmarnie sie je rozczesuje, więc podejrzewam, że kiedyś ja tam za ten włosy pociągli. W domu stosujemy odżywkę do włosów i specjalny krem do czesania dla dzieci L-oreal, a i tak Sol wije się jak ugotowane spaguetti gdy próbuję ją rozczesać.

Sol zazwyczaj więc włosy miała spadające na oczy, więc jedyną opcją była grzywka. Grzywkę obcinałam profesjonalną ręką ja. Mimo wysiłków, na uczesaną moja pierworodna wyglądała zawsze przez góra pół godziny. I zazwyczaj na głowie panował radosny chaos w tej postaci.

W końcu postanowiliśmy udać się do specjalisty. Poza tym, że Sol darła sie w niebogłosy podczas całego procesu, to doświadczenie było niezwykle pozytywne. Zakład fryzjerski pani otwarła specjalnie dla nas w niedzielę, Sol dostała lizaka i naszyjnik, branzoletkę i spinkę za „dobre” sprawowanie. Po całej imprezie wyglądała na przebraną za dziewczynkę 🙂 Efekt końcowy zadowalający, za dwa miesiące pewnie do pani frzyjerki wrócimy 🙂

 

IMG_6038[1]
tuż przed fryzjerem

 A tak przy okazji Luis chciał Kasię ogolić. Bo tu niemowlaki się oporządza na łyso całkiem, żeby im dużo włosów urosło. Ja przy Sol się uparłam i nie dałam i piana mi na usta wychodziła zawsze jak ktoś się pytał kiedy ogolę, tak samo jak przy pytaniu czemu nie ma kolczyków. I wytłumaczyłam Luisowi, że to kwestia genetyczna i nic takie golenie nie pomaga. Ponieważ jednak Sol ma pięć włosów na krzyż, to wina zrzucana jest na mój opór przeciw goleniu i nie nie pomaga tłumaczenie, że ja też fryzury bujnej nigdy nie miałam… No więc w niedzielę padła propozycja, by Kasię opitolić, ale na szczęście w porę przypomniało mi się, że święta za pasem i Kasia gołą łepetyną świecić nie będzie. W lutym, gdy podetniemy znów Sol, pewnie skapituluję, bo trzeba mądrze wybierać toczone bitwy, a włosy odrosną. Najgorsze jest jednak to, że tak na oko Kasia ma dużo więcej włosów niż Sol w jej wieku, a jak ją ogolimy to całe życie będę słuchała, że Sol nie ma bujnej czupryny bo ja się uparłam, żeby jej nie golić…

No to jeszcze zdjęcia Kasi z oryginalnym włosiem: 

   
 

I znowu na wariata

No nawet nie wiem od czego zacząć, tyle się wydarzyło. Nie pamiętam ile razy byliśmy u lekarza od ostatniego wpisu z Kasią, lub Sol lub obydwiema, w każdym bądź razie obie skończyły na antybiotykach i w końcu wszystko jest ok. Było też trochę zamieszania ze szczepionkami Kasi, ale to chyba w osobnym wpisie na spokojnie.

Continue reading „I znowu na wariata”

Dwujęzyczność Sol

Ten wpis miałam już w głowie od dawna, bo jest to temat, który po głowie mi chodzi non stop. Jak wiecie, bardzo mi zależy na tym, aby Sol i Kasia używały płynnie języka polskiego i czuły się Polkami. Nie jest to takie proste, bo ciężar przekazania całej spuścizny narodowej 😉 spoczywa tylko ma mnie, a Sol, i wkrótce też Kasia, bombardowana jest językiem hiszpańskim. W żłobku jest od poniedziałku do piątku od 7 rano do ok 4:30 i dopiero po południu bawi się ze mną, lub ze mną i z tatą, ale o 8 już zazwyczaj śpi. W weekendy słyszy mieszankę, w zależności od tego z kim się bawi. Ostatnio przez urodzenie Kasi, Sol spędzała więcej „naszego” popołudniowego czasu z tatą i dziadkiem, więc znowu hiszpański.  Efekt jest taki, że Sol po polsku rozumie, robi wszystko o co ją proszę, w książeczkach też ładnie pokazuje wszystko, ale pierwsze słowa są hiszpańskie. Jak na razie mówi:

  • Am – butelka z mlekiem, mleko mamy
  • Ała – (agua) – woda  słówko używane do opisanie jakiegokolwiek płynu poza mlekiem, do prysznica i do węża ogrodowego
  • ama, mama – nie trzeba tłumaczyć
  • apa, papa – tata
  • abelo – (abuelo) – dziadek
  • oso – nasz pies Oso, nasz pies Love i każdy inny pies
  • eta – (está) – jest  zazwyczaj gdy Sol czegoś szuka, często używane w połączeniu z:
  • onde – (dónde) – gdzie
  • popo – kupa  kupa zazwyczaj psów, które Sol lubi sprzątać z tatą, bo to cały rytuał, ale też jak pruknie, to pokazuje na pieluszkę i powtarza „popo”

resztę komunikacji Sol uskutecznia stanowczym „yyyyyy” i pokazywaniem na to, co chcę lub ciągnięciem nas w wybraną stronę.

Słowa hiszpańskie są dużo prostsze do wymowy niż polskie, więc na razie się nie dołuję, ale wiem, że łatwo nie będzie. Pociesza mnie fakt, że Sol po polsku rozumie i jak wejdzie w etap powtarzania wszystkiego, to uruchomi bardziej i polski. Książeczki ma prawie wszystkie po polsku (dziękujemy polskim dziadkom), CD w aucie po polsku (uwielbia „Kółko graniaste”), a ostatnio bawię się z nią materiałami z „Zabawy Tutusia”, które wyśledziłam na blogu Dwujęzyczność. Mają tam tez inne super książki wydawnictwa WIR, które będę sukcesywnie zbierać w miarę jak dziewczynki będą rosły.

 

Część I Zabaw Tutusia
IMG_5044
Sol w przychodni z kartonikiem z Zabaw Tutusia
 

Hitem jest też u nas ostatnio książeczka „Nocnik nad nocnikami”  ze względu ma temat „popo” czyli kupki na obrazkach. 🙂 zobaczymy czy pomoże w nocnikowaniu 🙂

   
 

Innym razem napiszę o reszcie biblioteczki Sol i Kasi, a nazbierało się tego sporo…